W pracy nie warto być bohaterem i dlaczego już nie jestem dyrektorem
Ponad dachami budzącego się miasta łopocze czerwona peleryna. Wypinam dumnie pierś i szykuję się do kolejnego dnia walki z wszechogarniającym chaosem. Bycie bohaterem jest takie przyjemne. Otwieram drzwi. Sekretarki z okrzykiem radości rzucają mi się na szyję: Wreszcie jesteś!
Jestem ich idolem. Patrzą na mnie z wdzięcznością. Przychodzę wcześniej, by pomóc innym. Zostaję po godzinach i naprawiam to, co inni zepsuli. Robię więcej, niż się ode mnie oczekuje. Jestem bohaterem.
To ja kilka lat temu. Nie wiedziałem jeszcze, że na miejsce każdego zażegnanego niebezpieczeństwa pojawią się dwa inne. Po raz kolejny byłem dyrektorem w firmie, której styl zarządzania polegał na całkowitym posłuszeństwu szefowi. Byłem za młody by wiedzieć, że niektórzy sztucznie tworzą chaos, kryzys i niepewność, by kierować swoją firmą. Walczyłem. Poległem. Kryzys musiał być, bo był potrzebny do utrzymania integralności władzy. Zewnętrzny wróg nigdy nie umierał.
Byłem młody, byłem głupi i chciałem ścigać się jak szczur. Duża wtopa była kwestią czasu i natychmiast po niej zostałem zwolniony. Spróbowałem jeszcze raz w innej firmie na podobnym stanowisku, ale po kilku miesiącach zaczęło nękać mnie poczucie deja vu. Dałem sobie spokój.
Bycie bohaterem niszczy wartość twojej pracy i degraduje wartość pracy innych. Tytani pracy bezlitośnie odsłaniają słabą jakość zarządzania szefostwa i niszczą swoje życie osobiste. Nagroda w twardej walucie, nawet jeżeli stanowi kilkukrotność średnich zarobków, nie jest tego warta.
Teraz pracuję sam. Już nikt o mnie w gazecie nie napisze . Mam zdecydowanie mniej problemów, choć chwilowo mam też mniej pieniędzy. Jestem szczęśliwy.
I twierdzę, że nie warto być bohaterem.
PS. inspiracja do wpisu pochodzi stąd: Don’t be a hero.