Kroniki długu – lew, serwisant i popsuta szafa [1]
Piątek, godzina 21:00. Na dworze jest ciemno i ponuro.
Deszcz smaga mnie po twarzy. Wciskam ręce głębiej do kieszeni. Z czapką nasuniętą na nos zmierzam w kierunku oddziału ING.
To dzisiaj pomarańczowa karta kredytowa wyda ostatnie tchnienie. Uświadamiam sobie, jak wielką ulgę przyniesie mi spłacenie ostatniej raty. Podekscytowany omijam kałuże i skręcam do wejścia.
Przed wpłatomatem porzucona para młodych ludzi wpatruje się w szklany ekran maszyny. Zauważyli mnie.
- „Pan do wpłatomatu?”
- „ Tak..”
- „Niestety, awaria. Właśnie połknął nasze pieniądze i naszą kartę. Dzwoniliśmy już po serwis.”
Uśmiecham się, odwracam i wychodzę w tę barową pogodę. „Die another day, karto. Die another day” – myślę rozczarowany.
Piątek, godzina 21:05. Na dworze jest ciemno i ponuro.
Komentarz: 1 - dodaj swój »
biedny ;)