Kocie Frugal Tour Extreme [8]
Pewnego ranka na początku października miałem dość. Oszczędności powoli rosły budując siłę potrzebną do spłaty zadłużenia. Na dworze było zimno, a wewnątrz powoli podgryzała mnie nieznośna szarość życia. Co z tego, że w przeciągu 6 miesięcy zdążyłem „nie wydać” prawie 5000zł – tu i teraz potrzebna była rozrywka. Wybrałem się więc na zakupy.
Poprzedniego dnia już zdążyłem umówić się z siostrą na wypad do hurtowni artykułów zwierzęcych na drugim końcu miasta. Z babcinym wózkiem (wersja turbo, kolor niebieski) pod pachą ruszyłem w drogę.
Na podróż składały się 40-minutowy odcinek podróży autobusem, 20 minut czekania oraz 20 minut jazdy WKD. Dość powiedzieć, że wracając po zakupach czasu nie starczyło na powrót do domu i na popołudniowe spotkanie ze znajomym stawiłem się z wózkiem po brzegi wypełnionym kocimi utensyliami.
W hurtowni wydałem 160zł, z czego 110zł na 10 kilogramów dobrej jakości karmy dla kota i 50zł na żwirek. Całość ważyła w przybliżeniu 20kg (patrz zdjęcie niżej). W podróży spędziłem 2 godziny.

Po co goniłem przez pół miasta, gdy kocią karmę i żwirek mogłem kupić w sklepie oddalonym o 10 minut drogi od domu?
Po pierwsze potrzebowałem rozrywki, a wycieczka przez pół miasta z wózkiem na zakupy, rozmowa z siostrą po drodze, stawienie się na późniejsze spotkanie obładowany jak wielbłąd i bonus w postaci „50zł wiecej w kieszeni” tej rozrywki dostarczyło mi aż nadto.
Podsumowując
Szczęśliwe życie jest kwestią nastawiania. Jeśli ci się nudzi zrób coś niemądrego, coś co sprawi, że wracając myślami do tego momentu na pewno się uśmiechniesz.
PS. Z takim zapasem następne „kocie” zakupy mam za pół roku, a sto złotych rocznie więcej w kieszeni też cieszy.
Komentarze: 8 - dodaj swój »
I będziesz karmić kota karmą “Minette”. Niepowtarzalne :-)
Wiedziałem, że się spodoba. :) A tak na poważnie, próbowaliśmy wielu karm, ale tę kot wcina jak nawiedzony.
Nie dziwię się ;P
;)
Ja bym w życiu nie jechał przez całe miasto, tracąc około 3 godziny żeby kupić taniej karmę dla kota. Dla mnie to chore. ;) No ale każdy ma prawo robić to co lubi. Ważne że ty miałeś z tego radochę. Musisz bardzo lubić tego kociaka.
Jeśli zabrzmiało to tak, że pojechałem przez całe miasto by zaoszczędzić to przepraszam. Pojechałem dlatego, że mi się nudziło. A wszystkie rzeczy z tego wynikające były bonusem. Miałem czas, więc zamieniłem go na wycieczkę + rozmowę z rodziną + oszczędność + radochę. Jeśli patrzysz na sprawę z perspektywy oszczędności rzeczywiście nie było warto, jednak patrząc na wycieczkę pod kątem sumy korzyści włożony nakład pracy zwrócił się wielokrotnie.
A to kot czy kotka? :-)
Kota moich Rodziców żywi się naturalnie: łapie myszy :-D A co za oszczędność! ;-)
A co to za żwirek? Bo nie znam.
@olga – lol, mój by się pobawił, zamęczył i tyle, poza tym u nas “niestety” nie ma myszy…
@fotoBe – Mru Mru, silikonowy.